2008-05-22: Dziennikarka TVP chciała cenzurować Onet.pl?

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
czwartek, 22 maja 2008

Były premier Leszek Miller na swoim blogu napisał, że dziennikarka Telewizji Polskiej Anita Gargas, szefowa kontrowersyjnego programu "Misja Specjalna" chciała, by Onet.pl usunął niewygodny dla niej wpis. Portal Onet.pl pod prośbami, który chciano usunąć wciąż widnieje w Internecie.

To zdaje się rzecz bez precedensu, ale pani Anita Gargas zwróciła się do redakcji Onetu o zdjęcie wpisu na prowadzonym przeze mnie blogu. Gniew ważnej postaci w TVP wywołał post zatytułowany "Odrzucić veto" - pisze na swoim blogu Leszek Miller.

Cquote1.svg

Prezes Urbański podjął rywalizację ze Zbigniewem Ziobrą o względy pani Koteckiej. Obwieścił, że urocza Patrycja odegra jeszcze w świecie mediów, a może nie tylko, znaczącą rolę. Kotecka wystąpiła już w serialu sensacyjnym „Detektyw", partnerując ofiarnie we dnie i w nocy tytułowemu bohaterowi, ale prezesowi to za mało. Pracowite pisanie telewizyjnych scenariuszy pod dyktando prokuratora generalnego i dzielenie z nim służbowego laptopa nie wystarczy. Chciałby, aby dewiza Pati-Koti „Tego nie puszczamy, bo mogłoby zaszkodzić PiS-owi” objęła wszystkie media, a nie tylko telewizję zwaną dla żartu publiczną. Dla podkreślenia swego uczucia prezes zainwestował już pół miliona złotych w procesy cywilne Patrycji i jej koleżanki popierając młode talenty w ich walce z nieprzyjaznymi jęzorami.

Urbański ma szanse, bo Pati-Koti nie jest jedyną wybranką słynnego detektywa. Anita Gargas z „Misji specjalnej” często przesiadywała w jego przytulnym saloniku. Misja była nad wyraz specjalna, bo Zbigniew Ziobro zabiegał o jej awans w TVP, aż u prezydenta Rzeczpospolitej. Pani Gargas potrafiła się odwdzięczyć, bo przed wydarzeniami, w których dzielny detektyw urywał łeb jakieś kolejnej hydrze pojawiały się piętnujące ofiary reportaże przygotowane przypadkowo w służbach specjalnych, bądź prokuraturze. Tak było w przeddzień tragicznej śmierci Barbary Blidy.

Oprócz miłej sercu admiracji prezes Urbański czuje jeszcze pogardę. Gardzi politykami Platformy. Ci ludzie nic nie rozumieją ze świata mediów i kultury. Są psujami w nie swojej sprawie – mówi oburzony. To rzeczywiście skandaliczne. Tuskowe patałachy wkładają brudne paluchy pod spódnicę pani Telewizji i nudzą, że nie jest tak, jak powinno być. Ględzą, że utworzono 130 milionową rezerwę, co może oznaczać, że prezes ma dużą kasę, ale zaniża wynik finansowy, żeby pohukiwać, że wpłaty z abonamentu nie są wystarczające. Marudzą o żenująco niskiej efektywności programów pytając, czy rozdęte koszty wynikają z braku profesjonalizmu, czy z działania celowego. Czepiają się, że olbrzymie odszkodowania dla zwalnianych pracowników są przyznawane uznaniowo przez zarząd TVP. Biadolą, że notorycznie łamana jest ustawa o zamówieniach publicznych. Bredzą też o skrajnym upolitycznieniu telewizji i o tym, że tak świetlane symbole publicystyki jak Jan Pospieszalski, czy Bronisław Wildstein nie są wzorami rzetelności i obiektywizmu.

Kaczkowaty Urbański, ziobrowata Kotecka i cała PiS-owska kohorta mogą odejść z TVP. Wystarczy, że Sejm odrzuci sprzeciw prezydenta do znowelizowanej ustawy o radiofonii i telewizji, ale nie da się tego zrobić bez sejmowej lewicy.

Koleżanki i koledzy, odrzućcie to veto! Niezależnie czy PO się z wami dogadała, czy nie. Rzecz idzie o wyższą stawkę. Media publiczne staczają się coraz niżej realizując misję pisowskiej propagandy. Pieniądze, jakie są pompowane w tego molocha – nie przekładają się na żadną wartość – ani intelektualną, ani edukacyjną. Polityka historyczna pierze mózgi i czyni niepowetowane szkody w świadomości młodych Polaków. Nie warto ponosić za to współodpowiedzialności.

Cquote2.svg

— Leszek Miller na swoim blogu

"Napisałem w nim o bezprzykładnej dewastacji mediów publicznych dokonywanych przez ludzi PiS-u, w tym o działalności dwóch komisarzy w spódnicach pań: Patrycji Koteckiej i autorki interwencji" - dodaje były premier.

Można w nim przeczytać apel do posłów o odrzucenie veta prezydenta w sprawie ustawy medialnej. Na dowód były premier opisuje jak w TVP załatwia się czołowe stanowiska zaufanym dziennikarkom. O Anicie Gargas pisze: "Misja była nad wyraz specjalna, bo Zbigniew Ziobro zabiegał o jej awans w TVP, aż u prezydenta Rzeczpospolitej".

Źródła[edytuj]