2008-01-17: Spotkanie Lecha Kaczyńskiego z przedstawicielami związków zawodowych ochrony zdrowia

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
czwartek, 17 stycznia 2008
Nauka
N icon science.png
Lech Kaczyński
Lech Kaczyński

15 stycznia 2008 r. w Pałacu Prezydenckim Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński spotkał się z przedstawicielami Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:

  • Krzysztofem Bukielem,
  • Tomaszem Undermanem,
  • Markiem Białko,
  • Zdzisławem Szramikiem,
  • Sławomirem Zimnym.

Prezydent odbył również spotkanie z przedstawicielami NSZZ „Solidarność” Ochrony Zdrowia:

  • Marią Ochman,
  • Elżbietą Marek-Pietruszkiewicz,
  • Jackiem Sałkowskim,
  • Ireneuszem Sołkiem,
  • Cezarym Urbaniakiem,
  • Tomaszem Ziółkowskim.

W spotkaniach wzięli również udział: szef Gabinetu Prezydenta RP Maciej Łopiński i doradca Prezydenta RP Tomasz Zdrojewski.

Spotkania odbyły się na prośbę przewodniczącego OZZL i przewodniczącej Sekretariatu Ochrony Zdrowia KK NSZZ „Solidarność”. Były związane z sytuacją w ochronie zdrowia.

Podczas konferencji prasowej po spotkaniach Lech Kaczyński powiedział m.in.:

„Proszę Państwa, spotkałem się dzisiaj z dwoma związkami: z Ogólnopolskim Związkiem Lekarzy i z sekcją „Solidarności”. Ta ostatnia sekcja, to jest sekcja, z którą ja miałem od wielu lat pewne związki, ale to oczywiście nie stanowi o istocie problemu. Były elementy odmienne, w jednym i w drugim przypadku.

My mówiliśmy o służbie zdrowia, bynajmniej nie tylko o kwestiach płacowych. Były pewne odmienne wątki w tej dyskusji. Jedna i druga strona wskazywała na patologie. Jeżeli chodzi o obecny system służby zdrowia, w ocenie „Solidarności” sytuacja jest jeszcze gorsza, niż się potocznie uważa. Obydwie strony wskazywały na to, że pewne mechanizmy, nie tylko na zewnątrz, ale też mechanizm zewnętrzny w stosunku do służby zdrowia był mocno podkreślany. Chociażby mechanizm patologiczny handlu długami, z którymi rozprawa mogłaby rzeczywiście uszczelnić służbę zdrowia. Było to podkreślane przez jedną i przez drugą stronę.

Strona Solidarnościowa podkreślała elementy takie, jak brak partnera w tej chwili i dla pacjentów, i dla pracowników służby zdrowia – partnera w postaci takiej, którą moglibyśmy określić jako uprawnionego prawodawcę, nie tylko na szczeblu zakładowym. Podkreślała sprawy – zresztą pod tym względem trzeba powiedzieć, ze było bardzo wiele wątków – związane z równością w służbie zdrowia między zakładami publicznymi i niepublicznymi, podkreślała sprawę obowiązków publicznych szpitali, których nie mają zakłady niepubliczne, a jedne i drugie są finansowane – to zresztą moim zdaniem jest niezmiernie celna uwaga. Podkreślane były sprawy związane z obecnym naruszaniem więzi społecznych w służbie zdrowia, sprawą wojny wszystkich ze wszystkimi, jak to określano. Podkreślane były niepokoje, tutaj w szczególności przez stronę Solidarnościową, jeżeli chodzi o ewentualną nieekwiwalentną prywatyzację, to znaczy taką, która nie polega na tym, mówiąc w pewnym skrócie, że szpital jest powiedzmy warty 100 milionów złotych i za te 100 milionów złotych jest sprzedawany. Wskazywano na różne mechanizmy prowadzące do tego, że model polegający na przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego nie jest idealnym rozwiązaniem dla uszczelnienia służby zdrowia.

Z kolei, jeżeli idzie o OZZL, podkreślane były różne relacje wewnętrzne w służbie zdrowia, na przykład między ordynatorami a innymi lekarzami, które między innymi owocują pewną nierównością kontraktów. Mówię w tym przypadku o kontraktach nie ze szpitalami, tylko używam tutaj nazwy ogólnej dla określenia i umów o pracę, i umów prawa cywilnego, bo znaczna część pracowników służby zdrowia, ale lekarzy z reguły, choć nie tylko, pracuje w oparciu o umowy inne, niż umowa o pracę.

Inaczej mówiąc, było bardzo wiele wątków. I, powtarzam, nie tylko wątki płacowe. Przy wątkach płacowych stawała sprawa braku wiedzy na temat tego, co w tej chwili się dzieje, jeżeli chodzi o masę roszczeń. To jest jedno z moich wczorajszych pytań do rządu. Tylko mi nie chodziło o wiedzę, bo dobrze wiedziałem, że rząd pełnej wiedzy dzisiaj mieć nie może, tylko o to, co będzie, jeżeli te roszczenia będą wyższe od kontraktów zawieranych przez szpitale, jeżeli szpitale w tym zakresie będą niewypłacalne.

Była sprawa rejestracji, niezwykle istotna z punktu widzenia uszczelnienia według „Solidarności”, rejestracji środków medycznych, właściwie procedur medycznych i ich wyceniania, była też sprawa informacji medycznej. Inaczej mówiąc, był ogół problemów służby zdrowia, które powodują, że obecna sytuacja jest kryzysowa. Co łączyło obydwa związki, bo oczywiście są różnice? Jeżeli chodzi o OZZL, to on jest zwolennikiem rozwiązań, czego nie kryje, bardzo urynkowiających służbę zdrowia. Jeżeli chodzi o „Solidarność”, nie jest ona zwolennikiem tego rodzaju rozwiązań. Wspólne jest dążenie do układów zbiorowych, inne niż zakładowe. Chciałbym się dziś opowiedzieć za tego rodzaju rozwiązaniem, zdając sobie sprawę, że niezwykle trudno jest skonstruować taki układ prawnie, a w szczególności faktycznie, w sensie odpowiedzialności pracodawcy – bo w tej chwili przecież nie zakaz zawierania tego rodzaju układów w służbie zdrowia, tylko trudność w określeniu pracodawcy powoduje, że te układy są niemożliwe. Tutaj trzeba by było zrobić znaczny wysiłek prawny, a także znaczny wysiłek związany z pewnymi problemami organizacyjnymi, żeby doprowadzić do rozwiązania układowego, które, moim zdaniem, byłoby rozwiązaniem optymalnym. Natomiast jeżeli to by się okazało niemożliwe, bo to wymaga bardzo głębokiej analizy prawnej, to wtedy jest możliwe inne rozwiązanie, poprzez akt rangi ustawodawczej. Nie twierdzę, że jestem entuzjastą tego rodzaju rozwiązania, ale jeżeli inne nie będzie możliwe, to można iść tą drogą.

Natomiast sądzę, że jest zgoda obydwu stron co do tego, że trzeba prowadzić rozmowy na szczeblu możliwie ponadpolitycznym, to znaczy w tym sensie, że powinny w to być zaangażowane partie polityczne, związki zawodowe, rząd – i to chciałbym bardzo mocno podkreślić: bez rządu takie rozmowy nie mają sensu. Ewentualnie także urząd prezydencki, tutaj podtrzymuję swoją ofertę. Przy czym mówię, że nie będzie żadnych czczych demonstracji polegających na tym, że będę się tutaj spotykał łącznie ze związkami zawodowymi i z izbami lekarskimi, ewentualnie jeszcze z kimś, a obok będzie podobne spotkanie rządu. Tego rodzaju droga do rozwiązania problemu służby zdrowia ma sens tylko wtedy, gdy rząd będzie reprezentowany, bo bezpośrednią władzę wykonawczą w tym zakresie ma rząd. Tu akurat nie jest ona podzielona, tak jak w niektórych innych sprawach.

Raz jeszcze zachęcam rząd, żeby podjął odpowiednie decyzje i żeby podjął kroki, które należy podzielić na dwa etapy. Z jednej strony etap polegający na zapanowaniu nad sytuacją – i tutaj jedną z metod na pewno byłby ponadzakładowy układ zbiorowy, a być może, jeżeli się to okaże niemożliwe, to ustawa, na którą wszyscy by wyrazili zgodę i wtedy mogłaby ona być uchwalona bardzo szybko. Jeżeli jest wola polityczna, to nie ma żadnych kłopotów. Z drugiej strony można długo dyskutować nad modelem docelowym. Tutaj są różnice zdań, nie ma co tego ukrywać. Można porozmawiać o tych różnicach. Powtarzam: pod tym względem ważny jest pośpiech, ale nie tak wielki, jak w pierwszym przypadku. Wydaje mi się, że to byłoby rozwiązanie najlepsze, czyli, powtarzam, w pierwszym etapie myśleć o rozwiązaniu problemów związanych z obecną sytuacją, z obecnymi zawartymi już umowami o pracę lub innymi umowami, które zobowiązują do wypłat, których nie pokrywają kontrakty. W ramach tych rozmów należałoby rozpatrzyć sposób finansowania w tym roku co najmniej służby zdrowia, a w drugim etapie rozważyć wszystkie inne zagadnienia, które pozwoliłby na uchylenie przynajmniej zdecydowanej większości tych nieprawidłowości, o których dzisiaj rozmawialiśmy.

Mam dobrą wolę, mam nadzieję, że będzie można swoisty pakt społeczny w tym zakresie zawrzeć, ale oczywiście ten pakt nie ma żadnego sensu bez udziału rządu.”

Kancelaria Prezydenta RP przypomina, że w ostatnich dwóch latach jej przedstawiciele z polecenia prezydenta prowadzili intensywne konsultacje i spotkania z gronem uczestników systemu ochrony zdrowia – m.in. z reprezentantami różnych partii politycznych, byłymi ministrami zdrowia, a także przedstawicielami pacjentów, związków zawodowych (np. OZZL, NSZZ „Solidarność”), środowisk ekonomicznych i finansowych. Wszystkie grupy zajmujące się problemami ochrony zdrowia, które zwróciły się z prośbą o spotkanie, zostały na nie zaproszone i mogły przedstawić swoje stanowisko.

Źródła[edytuj]