2007-11-01: Michał Boni przyznał się do współpracy z SB

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Skocz do: nawigacja, szukaj
czwartek, 1 listopada 2007

Michał Boni, były działacz opozycyjny i były minister pracy w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, przyznał się na konferencji prasowej do współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa PRL.

"Jest mi wstyd i żałuję. Przez wiele lat żyłem z presją tego upokorzenia i lęku przed utratą twarzy. W końcu jednak uznałem, że od strachu, upokorzenia i poczucia błędu, ważniejsza jest pokora" - mówił Boni.

"Po 1987 r. prowadziłem kilkuminutowe rozmowy z funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa. Przepraszam, i proszę o wybaczenie" - powiedział na zwołanej w Sejmie konferencji prasowej kandydat na ministra pracy w rządzie Donalda Tuska. Boni wyjaśniał, że podpisał deklarację, bo był przez funkcjonariuszy SB szantażowany.

"Pod koniec sierpnia 1985 r. do mieszkania mojej przyszłej żony weszła służba bezpieczeństwa. Było to związane z jej działalnością kolporterska. Grozili, że trzyletnia dziewczynka zostanie przekazana do milicyjnej izby dziecka, a ja będę narażony na plotki o zdradzie małżeńskiej. Po rozwiezieniu nas w różne miejsca, przy szantażu, podjąłem decyzję, bojąc się, podpisania deklaracji o współpracy ze służbą bezpieczeństwa" - wyznał Boni. "Po tym wyznaniu będę mógł sobie spojrzeć w twarz. Przepraszam i proszę o wybaczenie" - dodał.

"Chciałbym, żeby Boni odpracował swój błąd i pomógł mi w rządzie" - skomentował wydarzenie kandydat na premiera Donald Tusk.

Nazwisko Boniego pojawiło się w 1992 r. na liście Macierewicza.

Opinie[edytuj]

"Współczuję Boniemu. Ja go bardzo szanowałem. To dobry fachowiec w sprawach pracy i jako związkowiec był świetny. No tak, ale co nabroił? Trudno jest coś powiedzieć, bo jednak na naszych charakterach to będzie ciążyć; to jest nasza przeszłość. Można powiedzieć: kto nie ma grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Polskie drogi są skomplikowane i polskie charaktery i polska przeszłość. (...) Ja bym wziął go do rządu. No, ale ja jestem ryzykantem. Natomiast nie wiem, co zrobi Tusk. Ale ja bym go wziął do rządu. (...) Inaczej jak człowiek wychodzi sam: 'tak zgrzeszyłem, sumienie mi wciąż przypomina, zgłaszam się'. No inaczej jest jeśli kandydował na ministra, Macierewicz wyciąga i on teraz jest w sytuacji przymusowej" - powiedział wczoraj Lech Wałęsa.

Według prof. Andrzeja Friszke, historyka zajmującego się tematyką solidarnościowego podziemia, z zachowanych akt SB wynika, że Michał Boni nie donosił na kolegów z opozycji.

„Michał Boni, według tych materiałów, nie był informatorem służby bezpieczeństwa i nie pochodziły od niego żadne istotne informacje, które by mogły wykorzystane w pracy operacyjnej. Podpisał, ale nie donosił krótko mówiąc” – stwierdził profesor w rozmowie z RMF FM.

Inną opinię o agenturalnej przeszłości Michała Boni przedstawia jeden z jego opozycyjnych współpracowników prof. Mirosław Dakowski. Współprowadził on z Michałem Boni i Andrzejem Urbańskim podziemne wydawnictwo. „Przy okazji nacisków o te wpadki z offsetami, Boni przyznał się, że był agentem, znaczy, że donosił na nas do ubecji” – stwierdził prof. Dakowski. Takiej sytuacji nie przypomina sobie jednak Andrzej Urbański.

Natomiast prof. Jadwiga Staniszkis stwierdziła w TVN24, że Tusk powinien powiedzieć, że ceni Boniego jedynie za kompetencje, bo charakter zawiódł. Zdaniem socjolog Staniszkis przyznanie się Michała Boniego do współpracy z SB nie było wyrazem odwagi, ale strachu, bo - jak powiedziała - Instytut Pamięci Narodowej i tak szybko by to wykrył. "Dość długo czekał - kilkanaście lat, był w wielu rządach, mówiło się o tym i jakoś nie okazywał tego typu skruchy. Teraz jak wie, że to by było natychmiast ujawnione, bo przecież IPN ma te materiały, to mi taka spóźniona skrucha nie bardzo się podoba" - dodała.

Źródła[edytuj]