2007-08-16: Zakład karny oczami więźnia

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
czwartek, 16 sierpnia 2007
Zakład Karny dla kobiet w Warszawie
Zakład Karny we Wrocławiu
Zakład Karny w Goleniowie
Zakład Karny w Barczewie
Cela na posterunku policyjnym w Niemczech

Zakład karny oczami więźnia

"Obecnie mam 50 lat trafiłam do zakładu ponad siedem lat temu. To, co tam zobaczyłam to horror. To, że jest się skazanym przez sąd to dodatkowo jest się karanym, tam za murami. Oni stanowią swoje odrębne prawo. Można powiedzieć to Państwo w Państwie" - stwierdziła była więźniarka jednego z polskich zakładów karnych.

"Trafia tam wiele młodych dziewczyn, kobiet, matek, które po raz pierwszy weszły w konflikt z prawem. Nie mogą oczekiwać pomocy ze strony wychowawców, psychologów, którzy tam są zatrudnieni, jest się zdanym samemu na siebie. Cele są przepełnione kobiety muszą odbywać karę ze skazanymi chorymi na AIDS, które się odgrażają, że załatwią zdrowe osoby. W celach przebywają z morderczyniami - recydywistkami. Na parterze są skazane narkomanki. Na pierwszym piętrze są psychicznie chore, na górze oddział śledczy. W odrębnym skrzydle oddział VI. Zdarza się, że funkcjonariuszka wpuszcza na oddział śledczy, do cel recydywistki, które zwyczajnie okradają skazane, które tam trafiły po raz pierwszy".

Pomoc psychologiczna[edytuj]

"Pani psycholog zamiast pomóc skazanym zwraca się do psychiatry i młode dziewczyny, które są załamane faszerują psychotropami. Przebywałam z młodymi dziewczynami, odradzałam im branie jakichkolwiek psychotropów. Stałam się bardzo niewygodna dla całego Zakładu Karnego. Panuje tam zakłamanie ze strony pani dyrektor jak pani dyrektor penitencjarnej, wychowawców i psychologów. Kiedy skazana za dużo widzi, słyszy jest transportowana na drugi koniec Polski do innego zakładu. Żadna skarga nie ma prawa wyjść poza mury więzienia - skazana jest szantażowana przepustkami lub transportem do innego zakładu. Wszystko jest tuszowane i uciszane" - relacjonuje skazana.

"Byłam świadkiem, kiedy skazana miała widzenie z rodziną godzinę czekała w sali widzeń, aby kupić kawę - zdenerwowała się i za głośno zawołała, klawiszka oraz klawisz, którzy mieli służbę powiedzieli jeden do drugiego «zostaw ją jutro mamy nockę to się nią zajmiemy», była to starsza kobieta. Na drugi dzień po wieczornym apelu oraz zamknięciu cel słyszałam krzyki tej kobiety. Rano już jej nie było. Nie wiem, co się z nią stało".

Leczenie[edytuj]

"Leczenie w tym zakładzie to drugi horror. Leki na tacę rozkłada skazana wielokrotna recydywistka. Zdarzały się pomyłki w podanych lekach. Dla personelu Z.K. nie było to zjawisko nadzwyczajne. W zakładzie jest jeden lekarz, który pomaga w sprawach kardiologicznych, dermatologicznych, ginekologicznych, onkologicznych".

"Skazanym przy próbach samobójczych jest udzielana pomoc na miejscu w celi – podłącza się daną osobę pod kroplówkę i sprawa załatwiona. Myślę, że ma to związek z tym, aby mieć jak najwięcej skazanych, ponieważ zakład karny chyba dostaje pieniądze zależnie od ilości osadzonych".

Personel[edytuj]

"Na służbie nocnej klawisze piją notorycznie alkohol. Na przepustki wychodzą skazane długo odsiadujące wyroki (np. za morderstwa) i oczywiście «pupilki» - co donoszą. To, że narkotyki docierają do skazanych to normalność. Personel o tym oczywiście wie. W zakładzie pracują klany rodzinne".

Sprawy związane z wyrokiem[edytuj]

"Kiedy młoda dziewczyna poszła do wychowawczyni, aby pomogła jej w napisaniu odwołania od wyroku to otrzymała odpowiedz «nie jestem adwokatem». Kiedy pomagałam skazanym to pani dyrektor penitencjarna mi oznajmiła, że mam pisać sobie i nikomu więcej, bo wyjadę w transport. Po prostu nie wolno było pomagać nikomu, im było na rękę, kiedy skazana odsiedziała cały wyrok".

Żywienie[edytuj]

"Klawiszka, która zajmowała się kuchnią wynosiła bardziej wartościowsze jedzenie na zewnątrz (mięso, puszki, podroby, itp.), było tego dużo, więc nie wiem czy się z kimś dzieliła czy sama to zjadała. Wszystko było widać z cel skazanych".

Kontrola z zewnątrz w zakładzie[edytuj]

"Każda kontrola kończyła się fiaskiem. Przyjeżdżali z Katowic i stwierdzali, że jest wszystko w porządku. To jest jedna klika, sami znajomi, pomagali tuszować wszystkie skargi, według nich zakład karny, w którym przebywałam to wzór dla innych placówek, co jest kłamstwem. Wychowawczynie po wysłuchaniu skargi skazanej przekazywały innej osadzonej informację, co na nią powiedziała i tym samym wzbudzały agresję. Ogólnie nie miały czasu dla więźniarek".

Praca[edytuj]

"Do prac w kościele (czyli na wolności) były wybierane wielokrotne recydywistki. Przewagę do nagród mają lesbijki, ponieważ jedna z wychowawczyń jest tej orientacji seksualnej. Skazaną heteroseksualną traktowała jak trędowatą. Nie ma miejsca dla skazanej, która kocha swoją rodzinę i dzieci trzeba stać się taką jak wychowawczyni - wiele kobiet, które miały dzieci, mężów, narzeczonych stały się lesbijkami a tylko po to, aby być tolerowanymi przez wychowawczynię oddziału trzeciego".

Transport[edytuj]

"Skazane transportowane są w karygodnych warunkach, gorzej jak transportuje się świnie. Osiem kobiet, bagaże, w małym więziennym samochodzie, nawet, jeżeli skazanej coś się dzieje z sercem, to nikogo to nie obchodzi. Z jednego zakładu do drugiego jest bardzo daleko, skazane chciały się załatwić, to klawiszka powiedziała «srać, szczać do czapek - dla skazanych postoju nie przewidziano». Dla klawiszy był jednak przewidziany - poszli sobie do baru".

Zwolnienie warunkowe[edytuj]

"Osoby, które trafiały do zakładu karnego nie wychodziły na prawie żadnej wokandzie, jedynie trzy miesiące przed końcem kary. Skazane boją się o swoje życie, że może coś się im stać, tragicznego. Poza mury tego zakładu nic nigdy nie wyjdzie, żadna prawda nie ujrzy światła dziennego. Ktoś powinien powiedzieć nie tylko prawdę społeczeństwu, lecz prawda powinna ujrzeć światło w innych państwach Unii”.

Sytuacja w polskim więziennictwie[edytuj]

W 156 placówkach penitencjarnych (zakładach karnych i aresztach śledczych) zatrudnionych jest 24 437 funkcjonariuszy i 2305 pracowników więziennictwa na 1307 etatach. Wynika z tego, że na jednego pracownika przypada ok. 3,5 skazanego. 31 grudnia 1998 roku na jeden etat przypadało ok. 2,3 więźnia.

Beata Kempa, wiceminister sprawiedliwości podczas czerwcowego posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Prawa Człowieka obiecała przeznaczyć więcej pieniędzy na infrastrukturę więzienną. Zaprezentowała aktualna sytuację w więziennictwie i zaznaczyła, że jednym z problemów jest przeludnienie w placówkach penitencjarnych. Obecnie zaludnienie w zakładach karnych wynosi 120,2% - brakuje ponad 15 tys. miejsc. "Stąd też wynika przyjęcie przez rząd programu pozyskania 17 tys. miejsc w latach 2006-2009" - stwierdziła.

"Problemem są nie tylko przepełnione areszty i zakłady karne, ale też niewystarczające pobory pracowników służby więziennej" - stwierdził Cezary Grabarczyk (PO), przewodniczący Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Źródła[edytuj]