2006-06-24: Wywiad z liderem szwedzkiej Partii Pirackiej, Rickardem Falkvinge

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
sobota, 24 czerwca 2006
Rickard Falkvinge, lider szwedzkiej "Partii Pirackiej"

MP3 dla wszystkich? Partia Piracka (Piratpartiet, strona internetowa), nowa szwedzka partia polityczna utworzona w styczniu tego roku, chce zalegalizować dzielenie się muzyką, filmami i innymi utworami chronionymi prawem autorskim. Coś, co wydaje się skazaną na niepowodzenie próbą małej grupy indywidualistów, skupia na sobie znaczącą uwagę mediów, po części ze względu na ostatni nalot policji na The Pirate Bay, wyjątkowo popularny tracker sieci P2P BitTorrent (o tym zdarzeniu pisała angielska wersja Wikinews).

The Pirate Bay ("zatoka piratów") pozwala na ściąganie rzeczy umieszczonych w bazie danych - jak najnowsze filmy z Hollywood i gry komputerowe - za pomocą protokołu BitTorrent i zyskało pewnego rodzaju międzynarodowy kultowy status, ze względu na publiczne i śmiałe odpowiedzi na groźby prawne ze strony prawników wielkich korporacji. Strona została ponownie otwarta kilka dni po nalocie na holenderskich serwerach, ale obecnie działa ponownie w Szwecji. Rickard Falkvinge, lider Partii Pirackiej, utrzymuje, że niezależnie od statusu prawnego strony, pokazuje ona, że prawo autorskie w obecnym kształcie jest nie do utrzymania.

Przyjmując niechlubne miano "internetowych piratow", partia walczy o drastyczne ograniczenie zakresu i zastosowania prawa autorskiego, zniesienie patentów i ochronę prywatności w, jak to nazywa, "społeczeństwie kontroli i inwigilacji" (program partii). Liczy, że w wyborach we wrześniu zbierze na tyle dużo głosów, że stanie się małą, lecz istotną frakcją w szwedzkim parlamencie. Rickard Falkvinge znalazł czas między udzielaniem wywiadów a obowiązkami w partii by odpowiedzieć na pytania Wikinews.



Mówi się, że rząd szwedzki działał pośrednio w imieniu amerykańskiego MPAA zamykając stronę The Pirate Bay. Czy uważasz, że twój rząd jest uległy wobec rządu Stanów Zjednoczonych?

Och, MPAA właśnie to ogłosiło w oświadczeniu prasowym, to coś więcej niż pogłoski. Zobaczcie ich oświadczenie prasowe "Swedish authorities sink Pirate Bay" ("Szwedzki rząd zatapia Pirate Bay") Wersja PDF po angielsku

No i ten fakt spowodował pewnego rodzaju wrzawę w Szwecji. Wiele osób uważa, że rząd szwedzki został w bardziej lub mniej zdecydowany sposób zobligowany do bardzo mocnej akcji wobec czegoś, co wedle szwedzkiego prawa było w najgorszym wypadku niepewne co do legalności.

Po nalocie na the Pirate Bay i potrojeniu się liczby naszych członków nie potrzebujemy reklam.

Ten nalot musiał podwyższyć waszą rozpoznawalność. Jak wielu członków liczycie i jak udana jest na razie zbiórka pieniędzy?

Mamy 6540, nie, 6541, chwila... 6543 członków - cóż, macie obraz sytuacji. Ludzie rejestrują się na naszej stronie internetowej po opłaceniu elektronicznie opłaty; pozwala to na znaczne odciążenie naszego administratora.

Zbiórka przyniosła około 108 000 SEK [około 46 000 zł - red.], wystarczająco, by kupić około 3 miliony kart do głosowania, co jest w pewnym sensie absolutnym minimum. Nie przelewa nam się, ale też nie jest z nami tak krucho. Po nalocie na the Pirate Bay otrzymaliśmy kolejne 50 000 SEK w darowiznach. Szczerze dziękuję wszystkim, którzy chcą nam pomóc; zamierzamy teraz zdobyć więcej kart, by wystarczyło ich do dnia głosowania (10 milionów kart do głosowania było naszym początkowym założeniem).

Czy myślisz, że będziecie w stanie pokryć przyszłe wydatki, jak reklamy w radiu i telewizji?

Po nalocie na the Pirate Bay i potrojeniu się liczby naszych członków nie potrzebujemy reklam. :-) Wiadomości o nas pojawiały się co godzinę w prawie każdym dzienniku na kanałach telewizji publicznej w ostatnim tygodniu.

Oprócz tego, istniejące partie zaczęły iść za naszym sukcesem. Partie reprezentujące połowę wybranego obecnie parlamentu określają aktualne prawa autorskie jako niedziałające. Jednak dalej nie rozumieją, dlaczego tak jest, więc po prostu powtarzają to, co my mówimy, nie wiedząc, co znaczą nasze słowa. Zamierzamy nauczyć ich - ich samych oraz wyborców.

Zwolennicy partii na demonstracji w Sztokholmie 3 czerwca po nalocie na the Pirate Bay

Ludzie, którzy nie śledzą szwedzkich mediów, mogą nie wiedzieć, że zrobiliśmy naprawdę wielkie zamieszanie. Dzisiaj zacytowano ministra sprawiedliwości mówiącego, że jest otwarty na zmiany w prawie autorskim, które mają uczynić udostępnianie plików legalnym, pod tytułem "Bodström zmienia zdanie w sprawie prawa autorskiego". Tuż poniżej zamieszczono komentarze Partii Pirackiej do jego sugestii. Zwróćmy na to uwagę: gdy minister wydaje oświadczenie w sprawie udostępniania plików, media proszą nas o opinię i zamieszczają tuż pod oświadczeniem. Oto jak ważni staliśmy się po nalocie na The Pirate Bay.

Później minister sprawiedliwości zaprzeczył, by wydał takie oświadczenie.

Moim zdaniem nigdy nie będzie nas stać na wykupienie reklam w telewizji. Chyba, że na scenie pojawi się naprawdę bogaty darczyńca (jeśli taka osoba czyta nas, zaplanowaliśmy wydać do wyborów w oszczędny sposób 357 000 $, w razie gdyby nie pojawiły się żadne dotacje. Te wydatki ciągle nie zawierają żadnych reklam telewizyjnych).

Czy wiesz o podobnych inicjatywach w innych krajach?

Jest parę prób, ale żadna nie osiągnęła odpowiedniego rozpędu i masy krytycznej, jaką my mamy. Spodziewamy się, że moment ten nastąpi, gdy dostaniemy się do szwedzkiego parlamentu i pokażemy, że to jest możliwe.

[Powstał amerykański wariant Partii Pirackiej - red.]

Nazwa "Partia Piracka" wydaje się identyfikować partię z tym, co jest obecnie uważane za przestępstwo: piractwo oprogramowania, filmów, muzyki i tak dalej. Czy nazwa "Partia Piracka" nie będzie zniechęcać wyborców, ze względu na fakt, że taka etykieta jest używana w negatywnym znaczeniu? Co z potencjalnymi sojusznikami, którzy zabiegają o bardziej wyważone zasady prawa autorskiego, jak Electronic Frontier Foundation czy Creative Commons?

Och, to jest przestępstwo. I w tym cały problem! Sedno tkwi w tym, że to, co robi 20% głosujących, jest zabronione pod karą więzienia. To właśnie chcemy zmienić. Podczas gdy istniejące partie mówią, że to wyborcy są źli, my mówimy, że prawo jest złe.

Tak, jesteśmy piratami i jesteśmy z tego dumni.

Poza tym, jest to metoda na odzyskanie słowa. Wielkie grupy medialne wytykały nas palcami i nazywały piratami, próbując wzbudzić w nas wstyd. To nie działa. Nosimy na ulicach koszulki z napisem "PIRAT" w jasnych kolorach. Tak, jesteśmy piratami i jesteśmy z tego dumni.

Poza tym, ten termin wcale nie jest taki negatywny w Szwecji, wielkie podziękowania należą się Piratbyrån ["Biuro Piractwa" - red.], które pracowało od 2003 roku by edukować ludzi.

Jeśli zostaniecie wybrani i będziecie mieli możliwość wejścia do następnego szwedzkiego rządu, czy zamierzacie skupiać się jedynie na sprawach związanych z waszym programem (własność intelektualna i prywatność)?

Nasze obecne plany to wspieranie rządu z parlamentu, ale nie będąc jego częścią. Jeśli bylibyśmy w rządzie, to mielibyśmy interes w tym, by go nie opuszczać, co stawiałoby nas w słabszej pozycji, jeśli sprzeciwiłby się naszym celom.

Ogólnie, naszym celem jest osiągnięcie równowagi sił, gdzie zarówno prawica i lewica będą potrzebowały naszych głosów by uzyskać większość a następnie popierać działania jakiegokolwiek rządu, który najbardziej zdecydowanie zgodzi się poprzeć nasze sprawy. Sprzedajemy nasze głosy w innych sprawach za jak najwyższą cenę by w zamian uzyskać poparcie dla naszych żądań.

Plakat polityczny mówiący: "Zaczęliśmy podróż. Dołącz do naszego dziewiczego rejsu 17 września". 17 września 2006 to dzień wyborów parlamentarnych w Szwecji.

Czy wyrobiliście sobie już jakieś kontakty w szwedzkiej polityce?

Kontakty... Nie jestem pewien, co masz na myśli. Parę osób spośród nas ściskało dłonie polityków ważniejszych partii, szczególnie z młodzieżówek, jeśli o to ci chodzi.

Miałem na myśli myślenie o linii porozumienia z istniejącymi partiami - czy jesteście traktowani poważnie?

Poważnie traktuje nas większość młodzieżówek i przynajmniej jedna z partii obecnych w parlamencie. W szczególności, co naprawdę ma znaczenie, jesteśmy normalnie traktowani przez krajowe media. Jednakże nie możemy nawiązać kontaktów które określałyby linię porozumienia - ponieważ nasza strategia zależy od utrzymywania równowagi sił, nie możemy ujawniać preferencji, z kim najchętniej współpracowalibyśmy, żeby nie stawić się w słabszej pozycji w razie negocjacji.

Jakie jest wasze stanowisko w sprawie praw moralnych wymienianych przez Unię Europejską wśród praw autorskich: prawa do uznania autorstwa, prawa do publikacji anonimowo lub pod pseudonimem i prawa do integralności dzieła. Czy uważacie, że te prawa powinny być zachowane?

Bardzo mocno bronimy autorstwa utworów. Ostatecznie, walczymy o taką postać prawa autorskiego, jaka jest zapisana w konstytucji Stanów Zjednoczonych: jako promocję kultury. Wielu artystów używa rozpoznawalności jako głównej siły napędowej tworzącej kulturę.

Publikowanie anonimowo lub pod pseudonimem zdarza się bez przerwy w Internecie, więc nie jest to taka wielka sprawa.

Jednakże prawo do integralności to ciekawa sprawa. Jesteśmy za swobodnym samplingiem, to znaczy, że możesz wziąć dźwięk, który stworzyłem dla mojej melodii i wykorzystać go w swojej melodii, lub też parę dźwięków, jeśli to ma znaczenie. Jest to mniej więcej zgodne z obecnymi prawami autorskimi dotyczącymi utworów zależnych; o ile tylko dodajesz swój własny kreatywny dodatek do pracy, otrzymujesz ochronę dla swojej pracy zależnej. Chcemy wzmocnić to prawo.

Możemy rozważyć alternatywę. W latach 50' i 60' mnóstwo zespołów rockandrollowych zaczęło tworzyć covery starej, klasycznej muzyki. Na pewno zostałoby to wtedy uznane za łamanie integralności dzieł oryginalnych autorów - i za takie też było przez wielu uważane - ale w oczach wielu innych osób, była to wielka nowa kultura o nieznanej poprzednio formie i kształcie.

Tak więc nie mam definitywnej odpowiedzi na sprawę integralności. Chociaż skłaniam się w kierunku przewagi promocji nowej kultury nad ograniczającym prawem, mogą być tu przypadki niewzięte pod uwagę.

Czy uważacie, że prawo dotyczące znaków handlowych jest odpowiednie w takiej postaci, w jakiej obowiązuje obecnie?

Tak. Nie widzimy żadnych ukrytych kosztów znaków handlowych, które przeważałyby nad zmniejszeniem kosztów transakcji w rynku, gdzie sprzedawca i nabywca nie są sobie osobiście znajomi.

Jak zamierzacie postępować z dyrektywami Unii Europejskiej definiującymi pewne podstawy prawne dla ochrony własności intelektualnej?

Co oni mogą zrobić? Ukarać nas grzywną? Wysłać do nas list wyrażający oburzenie?

Państwa muszą myśleć jak korporacje. Jeśli nałożą na nas karę niższą niż koszt [tych praw] dla społeczeństwa, to właściwą rzeczą jest zaakceptowanie tej kary z uprzejmym "dziękuję".

Ważniejsze od uniknięcia płacenia kary jest, by 1,2 miliona Szwedów nie stało się przestępcami.

Tak właściwie, krajowe media zwróciły się niedawno do mnie z właśnie takim pytaniem; ministerstwo sprawiedliwości stwierdziło, że nie możemy zalegalizować dzielenia się plikami, bo to łamałoby traktaty międzynarodowe. Moja odpowiedź na to pytanie jest taka, że ważniejsze od uniknięcia płacenia kary jest, by 1,2 miliona Szwedów nie stało się przestępcami.

Czy nie sądzisz, że słabsze prawa ochrony własności intelektualnej zmniejszą liczbę produktów wypuszczanych na rynek w Szwecji przez zagraniczne firmy, takie jak studia hollywoodzkie?

Jak długo te firmy będą wierzyły, że będą miały dochód przekraczający koszty działalności, będą nadal przychodziły tutaj. Każde inne postępowanie byłoby złe z punktu widzenia korporacji.

Poza tym, warto pamiętać, że to co robimy to zmiana prawa zgodnie z tym, jak wygląda rzeczywistość. Nie chcemy zmieniać zachowania ludzi. Chcemy zmienić prawo, by odzwierciedlało to, jak naprawdę wygląda świat.

Tak więc, skoro jak widać mają zyski teraz, spodziewam się, że tak dalej będzie.

Falkvinge na demonstracji w Sztokholmie 3 czerwca po nalocie na the Pirate Bay

Czy uważasz, że przemysł muzyczny w obecnej formie będzie ciągle potrzebny w świecie, gdzie dozwolone jest niekomercyjne kopiowanie?

To nie jest do końca pytanie o to, czy są potrzebne gdy dozwolone jest niekomercyjne kopiowanie, ale czy są potrzebne kiedy nie jest już dłużej potrzebny pośrednik między konsumentem a artystą.

Przemysł muzyczny na pewno straci swoją obecną pozycję, ponieważ nie dodaje już żadnej wartości do produktu końcowego. Prawdopodobnie przetrwa on jako biuro usług dla artystów, ale nie będzie już w stanie kontrolować dystrybucji.

Tak naprawdę jest to całkiem proste: jeśli będą dostarczać ludziom usługi, które będą chcieli kupić, pozostaną. Jeśli nie, znikną. Obecnie ustanowiły prawo, że ludzie muszą kupować ich usługi niezależnie od tego, czy dodają do produktu wartość czy nie, ale nie utrzymają tego w dłuższym czasie.

Dlaczego walczycie przeciwko prawom własności intelektualnej zamiast skoncentrować swoje siły na tworzeniu wolnodostępnych dzieł, jak filmy na licencji Creatie Commons albo programy open source?

Chciałbym podkreślić, że cała sprawa nie dotyczy modelu płacenia albo jakiego poziomu ochronę autor wybiera dla swojej pracy.

Pozwólcie mi przedstawić to w ten sposób: osiągnęliśmy techniczną możliwość przesyłania prac chronionych prawem autorskim w cyfrowej, prywatnej komunikacji. Mogę wysłać do ciebie mailem utwór muzyczny, mogę wrzucić teledysk do pokoju rozmów. Ta technologia nie zniknie, dając nam dwa wybory.

Tak więc - jeśli prawa autorskie miałyby być stosowane - jedyną drogą aby opodatkować, zakazać, karać grzywną lub w inny sposób powstrzymać transmisję prac objętych prawami autorskimi w prywatnej komunikacji, jest stałe monitorowanie prywatnej komunikacji. Dlatego to takie poważne.

Jedynym sposobem dla władz by to wykryć lub powstrzymać byłoby otwieranie wszystkich listów i sprawdzanie ich zawartości.

Oprócz tego, to po części nic nowego. Byliśmy w stanie to robić od wynalezienia kserokopiarki - możemy po prostu skopiować wiersz lub obraz i następnie wysłać je pocztą. Ponownie, jedynym sposobem dla władz by to wykryć lub powstrzymać byłoby otwieranie wszystkich listów i sprawdzanie ich zawartości.

Tak więc jesteśmy na rozdrożu. Albo my, społeczeństwo, zdecydujemy, że prawo autorskiej ma większą wartość i podejmiemy kroki, by zlikwidować ideę prywatnej komunikacji. Albo tak zrobimy, albo zdecydujemy, że możliwość prywatnego porozumiewania się, bez stałego monitorowania, ma większą wartość - i w takim wypadku prawa autorskie muszą oddać pole.

Mój wybór jest prosty.

The Pirate Bay zostało zamknięte i otwarte parę dni potem na holenderskim serwerze. Zgodnie z raportem szwedzkiej gazety, ruch od tego momentu wzrósł dwukrotnie. Jak długo będzie twoim zdaniem trwała gra w kotka i myszkę?

Aż nie zajdzie jedna z możliwości: władze zdadzą sobie sprawę, że nie mogą wymusić stosowania prawa, które wymaga monitorowania całej prywatnej komunikacji; albo zaczną tak naprawdę monitorować całą prywatną łączność.


Wywiad powstał na podstawie dwóch maili wymienionych między 9 a 18 czerwca przez reportera angielskich Wikinews, Erika Möllera, i Rickarda Falkvinge. Szczegóły w oryginalnej wersji.