2010-03-24: Przedwyborcze „know-how” – wywiad z Bronisławem Komorowskim

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
środa, 24 marca 2010
O bezprecedensowych „prawyborach” w PO i stylu prowadzenia kampanii przedwyborczej z Bronisławem Komorowskim, Marszałkiem Sejmu RP i „kandydatem na kandydata” w wyborach prezydenckich, rozmawia Łukasz Czapliński.

Łukasz Czapliński: Prawybory w PO to pewien precedens na polskiej scenie politycznej. Sądzi Pan, że pomysł ten sprawdzi się w Polsce? Wprowadzą go w życie inne partie?

Bronisław Komorowski: Prawybory to wielkie ryzyko i wyzwanie, ale też wielka szansa dla PO i dla całej sceny politycznej – szansa stworzenia w polskim życiu politycznym nowej jakości obowiązującej innych. PiS ewidentnie zazdrości PO idei prawyborów, jako dobrego pomysłu na podjęcie decyzji wewnętrznej w oparciu o mechanizm w pełni demokratyczny. Polecam zatem opozycji, zamiast dąsania i obrażania się skopiowanie pomysłu. My damy chętnie know-how.

Pojawiają się głosy, że jest to kampania tylko na pokaz, a realna władza będzie należała i tak do Donalda Tuska. Mówi się o teatrze politycznym i niepotrzebnej „gadaninie”. Co Pan sądzi o takich komentarzach?

Pewnie oceniają to tak te środowiska, które nie zdobyły się na odwagę zorganizowania prawyborów i same siebie skazały na stary mechanizm wyłaniania kandydatów, czego dowodem był ostatni Kongres PiS-u. Bez prawyborów okazało się, że są te dwie osoby do obsadzenia wszystkich ważnych funkcji i „przypadkowo” są to bracia Kaczyńscy.

Czemu według Pana Lech Kaczyński nie zadeklarował jeszcze chęci kandydowania w wyborach prezydenckich? Czy to może coś oznaczać?

Może chce odczekać jakiś czas od Kongresu, by zatrzeć wrażenie, że jest kandydatem partii brata. I tak wszyscy wiedzą, że główna „batalia” rozegra się pomiędzy kandydatem Platformy i PiS-u. Czy będzie nim Lech Kaczyński, czy ktoś inny – to już kwestia wewnątrzpartyjna w Prawie i Sprawiedliwości.

Panuje ogólna opinia, że Pan jako kandydat mocniej związany z Platformą ma w niej silniejszą pozycję niż Radosław Sikorski i struktury partyjne niechętnie podchodzą do kandydata, który wcześniej należał do PiS-u. Czuje się pan pewnym kandydatem w prawyborach?

Pracowałem na swoją pozycję w partii wiele lat – m.in. pisząc program Platformy Obywatelskiej przed ostatnimi, zwycięskimi wyborami. W Platformie Obywatelskiej jestem od początku jej istnienia. Byłem przewodniczącym Regionu Mazowsze, a od czerwca 2006 roku jestem wiceprzewodniczącym całej Platformy Obywatelskiej. Mam nadzieję, że ten „rejestr” moich zasług dla środowiska politycznego będzie brany pod uwagę. To zupełnie naturalne.

Każdy ma prawo szukać sobie miejsca na scenie politycznej – jednak ważne jest to, aby było jasne, że to poszukiwanie swojego trwałego miejsca jest wynikiem głębokiej refleksji, a nie tylko chęcią objęcia kolejnych ważnych funkcji, czy stanowisk. To jest istotne.

Bronisław Komorowski (Poznań, 8.03.2010).JPG
Bronisław Komorowski (ur. 4 czerwca 1952 w Obornikach Śląskich) – polski polityk, poseł na Sejm RP I, II, III, IV, V i VI kadencji, były minister obrony narodowej (2000-2001), wicemarszałek Sejmu V kadencji, od 2007 Marszałek Sejmu RP VI kadencji. Z wykształcenia historyk.

Jak ocenia Pan styl prowadzenia kampanii przez Radosława Sikorskiego? Jak wygląda w Pańskich oczach rywalizacja między Wami – raczej ostra walka, czy kurtuazyjna wymiana zdań?

Bardzo trudno jest prowadzić batalię przedwyborczą na same uśmiechy i komplementy. Staramy się jednak, aby ten wielki eksperyment, jakim są prawybory doszedł szczęśliwie do końca. Rzeczywiście konkurujemy ze sobą i to nie jest teatr, gdzie znane jest zakończenie. Mogę jednak zapewnić, iż na koniec – gdy już będzie wiadomo kto jest obdarzony zaufaniem środowiska Platformy Obywatelskiej – na pewno podamy sobie rękę, uściśniemy się i powiemy, że pracujemy dalej, i że ten, który zdobył większość ma pełne poparcie – w tym także poparcie ze strony kontrkandydata. To jest poza dyskusją.

Trzeba jednocześnie bardzo uważać, aby nie uleć emocjom. Dynamika wyborcza ma to do siebie, że tworzy pokusy ostrzejszych słów czy zachowań. Łatwo wpaść w taką pułapkę. Wydaje mi się jednak, że jest ogromna szansa na pokazanie dobrego stylu prawyborów.

No właśnie. Ostrzejsze słowa w kampanii wyborczej. Jak ogólnie ocenia Pan styl prowadzenia kampanii i komentarze polityków na jej temat? Mam tu na myśli przede wszystkich wykorzystywanie tzw. „haków” i dość kontrowersyjne wypowiedzi polityków – jak choćby uwaga na temat „psiego obowiązku” obecności Radosława Sikorskiego w Kordobie podczas nieoficjalnego szczytu ministrów spraw zagranicznych Unii, czy komentarze Palikota nt. Sikorskiego?

Zwracajmy uwagę na wypowiedzi obu kandydatów. Z punktu widzenia interesu Platformy Obywatelskiej nie jest istotne to, co ktoś mówi – ważne jest to, jak te dwie osoby ze sobą konkurujące się zachowują. Haki mogą przestraszyć tego, kto ma się czego bać. Ja obaw nie mam. Wierzę w mądrość Polaków, którzy potrafią odróżnić polityczne plewy od tego, co jest istotne.

Dziękuję za rozmowę.