Spotkanie autorskie Józefa Stanisława Kmieciaka prozaika, satyryka i poety w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Łodzi

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Skocz do: nawigacja, szukaj
środa, 5 października 2016

30 września 2016 r. miłośnicy poezji, satyry, fraszek, aforyzmów, anegdot i prozy poetyckiej spotkali się w sali konferencyjnej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi przy ul. Gdańskiej 100 z Józefem Stanisławem Kmieciakiem.

Autor ze swadą poprowadził półtoragodzinne spotkanie recytując wiele własnych wierszy, fraszek i prozy poetyckiej z tomików dawno wydanych ale i niedawno wznowionych np. „Na dwudziestym czwartym piętrze”, „Wspomnienie” , „Kawałki (aforyzmy)”. Opowiadał fakty i anegdoty ze swojego życia, z życia przyjaciół i swoich najbliższych. Przywoływał też zdarzenia i anegdoty z życia znanych łódzkich poetów, z którymi się przyjaźnił, niektórzy byli jego idolami, to Julian Przyboś, Jerzy Putrament, Jerzy Waleńczyk, Krzysztof Ożarski i inni.

Wiersze z różnych tomików nanizane jakby na łańcuszek wspomnień biegły jeden za drugim. Sam o sobie mówi, że jest robotnikiem, że często patrzy na świat poprzez pracę ludzkich rąk, zresztą jeden z pierwszych wierszy, które przytoczył to „Moja pierwsza budowa”. Swoją poezję charakteryzuje jako opowiadającą, opisującą, bez metafor. To i „Wizyta”, „Wspomnienie”. „Uczony” (tu wspomniał, że pogłębia wiedzę poznając fizykę… kwantową), „Pies”, „Rzeka”, „Kino”, „Janka”, „Sasiad”, „Żniwa”, „Bez tytułu”, „Łabądź” (sic! i tu cała anegdota związana z Romanem Gorzelskim).

Były barwne wspomnienia z konkursów poetyckich „O rubinową hortensję” (laureaci i uczestnicy konkursów byli goszczeni w Piotrkowie Trybunalskim przez społeczność huty szkła „Hortensja”). Były wiersze dedykowane Jerzemu Waleńczykowi „Drugi list…”, Topola”, „Romans”.

W trakcie spotkania aktor i przyjaciel bohatera spotkania Eugeniusz Koczarowski recytował także jego wiersze i opowiadał anegdoty o poetach, także jak „zastępował” Mieczysława Szargana w Zduńskiej Woli.

Był wiersz poświęcony łodziance, pisarce Dorocie Chróścielewskiej i przy tej okazji autor zaapelował o nazwanie ulicy jej imieniem.

Były fraszki, ten przekorny gatunek literacki. Nawet Waszemu wikiredaktorowi, który od dziesięcioleci zbiera ekslibrisy, a którego autor zna od dziesięcioleci, poświęcił ongiś fraszkę, którą na spotkaniu przypomniał: „Od kiedy kolekcjonuje ekslibrisy, wyszlachetniały mu rysy”.

Atmosfera spotkania była nader sympatyczna, uczestnicy chłonęli słowa i nagradzali brawami, choć w jakimś momencie, bodaj czy nie przy „Balladzie o skarpetkach” autor ze zdziwieniem stwierdził „jakoś się Państwo nie śmiejecie”. Po spotkaniu wianuszek uczestników otoczył autora prosząc o autografy. A spotkanie kameralne w kawiarni trwało jeszcze długo...

Fotorelacja[edytuj]

.