2008-07-07: Łukaszenka zniechęca opozycjonistów do kandydowania w wyborach parlamentarnych

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
poniedziałek, 7 lipca 2008

Zwolnienie z pracy, kontrole podatkowe, wyrzucenie ze studiów i aresztowanie za przeklinanie w miejscu publicznym - m.in. w taki sposób białoruskie władze chcą zniechęcić opozycjonistów do kandydowaniem w wyborach parlamentarnych. "Jeżeli represje będą kontynuowane, zbojkotujemy wybory" - zapowiadają liderzy opozycji.

Wybory na Białorusi mają odbyć się 28 września. Białoruska opozycja, która utworzyła wspólną koalicję, zamierza wystawić kandydatów w każdym okręgu wyborczym. Choć formalnie listy tworzy się dopiero za miesiąc, to 110 nazwisk kandydujących opozycjonistów można już znaleźć w niezależnych portalach internetowych.

Alaksandar Łukaszenka zadeklarował, że nie będzie przeszkadzał opozycji w prowadzeniu kompanii wyborczej. "Pokażemy Rosji i Zachodowi, jak trzeba przeprowadzać wybory" - oświadczył kilka dni temu białoruski prezydent, obiecując, że wybory parlamentarne będą "wzorowe" z punktu widzenia zasad demokratycznych.

Jednak początek kampanii nie zapowiada zmiany na lepsze. Przekonał się o tym Aleksander Mech, inżynier kobryńskiej filii państwowego przedsiębiorstwa Biełtransgaz, który będzie kandydował do parlamentu jako kandydat opozycyjnej koalicji.

"Zostałem wezwany do gabinetu kierownika, gdzie był obecny również szef lokalnego KGB. Oznajmili mi, że jeśli się nie wycofam, stracę pracę" - opowiadał Aleksander Mech. Kandydat się nie ugiął i został zwolniony. W przedsiębiorstwie nikt nie chciał rozmawiać z o przyczynach zwolnienia.

Opozycyjnymi kandydatami zainteresował się też urząd skarbowy. Już pięciu z nich wraz z krewnymi musi w najbliższych dniach złożyć specjalne deklaracje o dochodach do urzędu skarbowego.

Reżim nie zapomina również o młodzieży. W ostatnim tygodniu dwoje działaczy opozycyjnych: Siergeja Jenina z Grodna i Kaciarynę Mańczuk z Mozyrza wyrzucono ze studiów. Oboje mówią, że to zemsta za działalność opozycyjną.

Dla tych, których już nie da się zastraszyć, pozostają areszty. Michaś Paszkiewicz, przedstawiciel opozycji w centralnej komisji wyborczej, odsiaduje właśnie wyrok 7 dni aresztu za rzekome przeklinanie na ulicy.

"Jeżeli przedstawiciele opozycji nie zostaną włączeni do lokalnych komisji wyborczych i jeżeli represje będą kontynuowane, na dzień przed wyborami wycofamy swych kandydatów" - powiedział Alaksandar Milinkiewicz, lider opozycyjnego ruchu O Wolność. Opozycji zależy na tym, by mogła agitować przez całą kampanię i dlatego chce wycofać się tak późno.

Groźba bojkotu może być skuteczna, bo Łukaszenka od dłuższego czasu zabiega o polepszenie stosunków z Zachodem. Unia Europejska i USA jednym głosem mówią, że polepszenie jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy białoruski reżim zademonstruje chęć demokratyzacji. A sprawdzianem tego może być właśnie kampania wyborcza.

Źródła[edytuj]