"6 razy chorowałem na malarię" - wywiad z Pawłem Kilenem o jego pięcioletniej podróży dookoła świata

Z Wikinews, wolnego źródła informacji.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Paweł Kilen na cieszyńskim Święcie Herbaty 2012

Wywiad z polskim podróżnikiem Pawłem Kilenem, który przez pięć lat podróżował po świecie m.in. auto- i jachtostopem, na własnej tratwie, pieszo oraz rowerem, przeprowadził reporter Wikinews Patryk Matyjaszczyk.

Wikinews: Opowiedz naszym czytelnikom coś o sobie, o swojej podróży dookoła świata.
– Paweł Kilen: Moja pięcioletnia podróż to było wydarzenie, o którym marzy się całe życie. Teoretycznie nie objechałem całego świata, ponieważ zwiedziłem w tym czasie "tylko" cztery kontynenty. Przemierzyłem jednak wówczas około 200 tysięcy kilometrów, co daje pięć okrążeń Ziemi wokół równika. Taki dystans można jednak również pokonać, jeżdżąc całe życie na trasie Wrocław-Kraków, nie o dystans więc chodziło. Chodziło o styl życia, o wolność. Była to wyprawa typowo włóczęgowa, trudno powiedzieć, czy można nazwać to wyprawą. Był to wyjazd podróżniczy z jedynym celem: nieustannie być w ruchu. Chciałem po prostu poznać świat, a nie dotrzeć do konkretnego miejsca, celu. To podróż była celem sama w sobie.

Co najmilej wspominasz?
– Wiele rzeczy można miło wspominać. Przede wszystkim sukcesy i radości. Jakieś codzienne niespodzianki. Nie da się wymienić z pięcioletniej podróży jednego najmilszego wspomnienia.

A co z budżetem?
– To zawsze jest problem. To było coś, co łatałem na bieżąco. Na początku pracowałem w Wielkiej Brytanii. Potem w Australii czy Nowej Zelandii.

W ten sposób zarabiałeś na podróż?
– Tak, na bieżąco, w podróży oszczędzając na dalszą włóczęgę.

Czy były jakieś niebezpieczeństwa?
– Niebezpieczeństwa są zawsze, nawet nie jesteś w stanie czasami ich dostrzec. Oprócz standardowych, takich jak kradzieże, zdarzały się też bardzo nietypowe i w Polsce niespotykane: słoń stojący na naszej drodze, czarna mamba przy namiocie, czasami tubylcy lub biały człowiek. A niebezpieczne drogi widywałem najczęściej w Polsce. U nas kierowcy nie rozumieją, że rowerzysta jest równoprawnym uczestnikiem ruchu.

A co z chorobami?
– Sześć razy chorowałem na malarię. Jeden raz leżałem tydzień w szpitalu. Malaria jest stosunkowo łatwa do wyleczenie, pod warunkiem że jest wcześnie rozpoznana. Warto się szczepić, jednak na niektóre choroby, jak właśnie np. malaria, nie ma przeciwciał. Warto zaszczepić się wiele innych chorób choćby na wirusowe zapalenie wątroby.

Co było najprzyjemniejszą częścią twojej podróży – autostop? Jachtostop? Może rower?
– Wszystko zależy od punktu odniesienia. Podróżując jachtostopem jesteś częścią załogi, masz zapewnione miejsce do spania. Widzisz świat z innej perspektywy, jest to przeżycie innego rodzaju. Na lądzie zdecydowanie rower – masz niczym nieskrępowaną wolność. Nie musisz przejmować się ludźmi. Choć z drugiej strony nie weźmiesz na rower 30 litrów wody, masz jednak jakieś ograniczenia bagażowe. Jeśli chodzi o autostop, to też jesteś wolny, ale ograniczony przez otaczających cię ludzi. Nie możesz zatrzymać się, żeby chociażby zrobić zdjęcie.

A co z obrazem islamu w mediach? Jest taki, jak go przedstawiają?
– W mediach wszystko jest wyolbrzymione. Jeśli chodzi o moje prywatne podejście – nie chciałbym być muzułmaninem. Chociaż mają z drugiej strony niski procent przestępczości, kultura gościnności. Jednak islam chyba nie jest dla Europejczyka i jego wrodzonej miłości do wolności.

Czym się teraz zajmujesz?
– Po powrocie do kraju zacząłem pracować w firmie produkującej siodełka rowerowe. Piszę też książkę, którą mam nadzieję skończyć na początku przyszłego roku.

Zobacz też[edytuj]

Źródła[edytuj]